www.viva.org.pl Niczyje - strona główna
pl en de
Niczyje - strona główna

Galeria - Lucky

Został znaleziony przy drodze, zapewne potrącony przez samochód. Potwornie chudy, tragicznie zaniedbany: kołtuny, kleszcze, rany. W takim stanie trafił do schroniska. Nikt nie wiedział, co mu jest - ani w schronisku, ani w żadnej pobliskiej lecznicy nie ma RTG. Pies został włożony do tzw. schroniskowego szptallika, do klatki. Dostał antybiotyk i diagnozę: "podniesie się albo się nie podniesie".  Tam, w klatce, spędził dwa tygodnie. Bardzo długie dwa tygodnie. Nie jadł, nie wstawał, nie poruszał się, bo każdy ruch oznaczał potworny ból - Lucky miał złamany kręgosłup.


Ale to okazało się dopiero w klinice w Warszawie, gdy zabraliśmy go ze schroniska. Okazało się też, że przez cały ten czas nie załatwiał swoich potrzeb fizjologicznych, pęchęrz był na granicy rozerwania. Potworny ból, wycieńczenie, głębokie rany odleżynowe  plus nieodłączne kleszcze. Lekarze załamali ręce.  Pierwszego dnia nie dawali Lucky'emu żadnych szans. Ale on chciał żyć, wiedział, że o życie warto walczyć.

Już drugiego dnia pojawiły się tzw. odruch naprawcze. Lucky próbował poruszać łapami. Z każdą minutą udowadniał, że jeszcze nic straconego. Decyzja była oczywista: walczymy. Zaczęła się bardzo długa droga: konsultacje u najlepszych specjalistów, bardzo żmudna rehabilitacja, załamania, ale i chwile niebywałej radości. Nigdy nie zapomnę telefonu od pani doktor z lecznicy, radości w jej głosie: "Pani Elu, Lucky chodzi, ba, on nawet podbiegł kilka kroków, niemal musieliśmy go gonić".


Od czasu, gdy Lucky trafił pod naszą opiekę, minęło prawie pół roku.  W tym czasie sporo się wydzarzyło. Między innymi to, że Lucky znalazł dom, lecz został zwrócony do lecznicy jako "egzemplarz niedoleczony" . Trafil do jednego domu tymczasowego, potem do kolejnego...  Jego perypetie to material na całkiem długą historię.

Dość, że dziś jest szczęśliwym psem, który chodzi, biega, ba - fruwa!

Ma wspaniały dom i najbardziej uśmiechniętą psią mordę w tej szerokości geograficznej.


Z całego serca dziękujemy lekarzom ze szpitala z warszawskiej Kliniki dla zwierząt Multiwet za to, że działali cuda. Rehabilitantce, Pani  Izie, która działała mega cuda.Tymczasowym opiekunkom Lucky'ego i wszystkim, którzy sprawili, że Lucek może dziś mieć uśmiech na pysku i wiatr w uszach
i w ogonie.

Ważna informacja

Zamknij
Ta strona używa plików cookies, aby ułatwić korzystanie z Serwisu. Jeżeli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na ich użycie. Więcej na temat plików cokiees w Polityce cookies.